Dwa tygodnie, milion wrażeń

Kategoria: Aktywnie, Grecja na żywo, Plaże

Pod wieloma względami Grecja kontynentalna przebija wyspy. Jest po prostu boska – zaskakująca i pełna w swej różnorodności.

W zeszłym roku byłam na Kefalonii i już wtedy pomyślałam, że trudno będzie ją przebić. W tym roku padło więc na dwa kontynentalne regiony za jednym zamachem. Po siedem dni tu i tu.

Ściągawka z serca Grecji

Attyka: zaczęłyśmy od Aten

Grecka stolica – główny punkt na turystycznej mapie Attyki – kompletnie mnie zaskoczyła. Wszyscy mówili „To nie jest ładne miasto. Zobacz Akropol i uciekaj”. Albo ja się nie znam, albo oni, bo Ateny spodobały mi się bardzo. To wielka metropolia, zatem nie ma co obrażać się na trąbienie taksówkarzy i smog. Jest gorąco, więc trzeba się oszczędzać – w południe usiąść w cieniu z frappe albo iść do muzeum. Znajdziecie tu też spokój i zieleń, i to w samym centrum.

Zwiedzanie najlepiej rozłożyć na dwa dni. Jednego z przewodnikiem obejrzeć Akropol, Narodowe Muzeum Archeologiczne, najpiękniejsze budowle (Uniwersytet, Akademię i Bibliotekę Narodową), Łuk Hadriana i jeszcze parę klasyków. Szczerze polecam wycieczkę fakultatywną Grecosa z przewodnikiem „Ateny – zachwycająca stolica” – w upale nie będzie wam się chciało czytać opisów tabliczek. Poza tym wygodnie przejedziecie autokarem między kolejnymi zabytkami, gdy jest najmniej ludzi i najchłodniej (pilot wie, kiedy). Po lunchu w znanej dzielnicy Plaka koniecznie zobaczcie zmianę warty przed Grobem Nieznanego Żołnierza (to jedna z pięciu najdziwniejszych rzeczy, jakie w życiu widziałam).

Drugi dzień spędźcie jak ateńczycy. W niedzielę, gdy ruch samochodowy praktycznie zamiera (prawie wszyscy są wtedy na plażach), działa sporo sklepów i większość knajp. Do południa włóczęga po Anafiotice, dzielnicy pod Akropolem, która przypomina grecką wysepkę. Są tu małe domki z kolorowymi okiennicami, wąskie uliczki i pachnie domowym jedzeniem. W ogóle zabudowa Aten jest niska, po zmroku nic nie zasłania podświetlonego Akropolu, wystają tylko wzgórza. Na lunch wybierzcie się do Exarchii, dzielnicy pełnej graffiti, kawiarń, księgarń i sklepów z winylami. Cena dania głównego w stołecznej tawernie rzadko przekracza 10 euro, a często są to porcje na dwie osoby.

Wskazówka

Jeśli chcecie zjeść w Atenach typowe greckie souvlaki, „Thanasis Souvlaki” (ul. Mitopoleos 69) to najlepszy adres.

Wśród ateńskich dzielnic moją faworytką została Psyri. Wąskie, zamaszyste uliczki i masa knajpek, barów i tawern, które wybuchają kolorami i zapachami po zmroku – stoliki zajmują niemal całą przestrzeń. Tu studenci przychodzą na tanie piwo, a w niezwykłym Muzeum Gastronomii są zaskakujące gastropamiątki. Dla foodfreaków i fanów sztuki nowoczesnej punkt obowiązkowy.

Ateny ożywają wieczorem i w nocy. Na grillach skwierczą owoce morza, leje się ouzo. W sierpniową pełnię, ukochaną noc Greków, do późna działają muzea, organizuje się koncerty i inne atrakcje.

Przerwa obiadowa

Po zwiedzaniu na plażę

Peloponez – czego tu nie ma?

Kontynent i… wyspy

Mam też coś na zachętę dla tych, którzy nie mogą pogodzić się z wakacjami nie na wyspie. Gdy będziecie w Attyce, zwróćcie uwagę na wycieczkę „3 magiczne wyspy – Poros, Hydra, Egina” z Aten. Jednego dnia promem odwiedzicie aż trzy miejsca.

Hydra jest obłędna – istna Wenecja w miniaturze. Nie ma tu ruchu samochodowego (tylko miniśmieciarki), podróżuje się na osiołkach. Ale zamiast męczyć zwierzęta, lepiej iść na skalisty brzeg za armatami i popływać w szmaragdowej wodzie. Na Hydrze swój dom ma poeta i piosenkarz Leonard Cohen, ale wiadomo tylko, że budynek stoi koło supermarketu i ma kołatkę w kształcie dłoni, a takich jest wiele. Nieopodal portu, w lodziarni z osiołkiem w logo, koniecznie zamówcie lody pistacjowe (zgniły kolor – tak ma być, bo to lody z prawdziwych pistacji, a nie z aromatem i barwnikiem) i drugie ze strzępkami ciastka filo.

Na Poros spędza się tylko pół godziny, wystarczy na krótki spacer w górę do wieży zegarowej i rozejrzenie się wokół. Piękne widoki. Można nie iść pod górę i pochodzić po sklepach.

Egina słynie z pistacji (które jada się tu na kwaśno – z cytryną). Można się wybrać na dodatkową wycieczkę autokarem do wspaniale zachowanej, liczącej 2,5 tysiąca lat świątyni Afai (dokładnie na wprost Aten, które widać stąd jak na dłoni) i klasztoru św. Nektariusza (zbudowanego na kształt Hagii Sophii). Po drodze mija się plantacje pistacji i podgląda powoli toczące się życie.

Podczas rejsu więcej czasu niż na wyspach spędza się na promie (w cenę wliczony jest lunch /napoje osobno/ i atrakcje takie jak muzyka na żywo i pokaz greckich tańców). Jeśli chcecie zobaczyć dużo za jednym zamachem i opalić się na wietrze – polecam.