Jest maj, najpiękniejszy chyba miesiąc w roku, a my, dwudziestokilkuletni, spełniamy swoje marzenie o odwiedzeniu greckiej stolicy. Pierwszego dnia pobytu w Atenach postanawiamy wspiąć się na Akropol. Czeka na nas słynna droga zwana Peripatos, wijąca się w górę po wzniesieniu i umożliwiająca dostęp do budowli na jego zboczach. Wiosną wydaje się ona rajskim ogrodem: delikatny wiatr muska gałęzie oliwek, cyprysów i dębów, a w powietrzu unosi się zapach polnych kwiatów, dzikich traw i aromatycznych ziół.
Każdy krok pozwala odkryć nową jego odsłonę: a to bardziej słodką, a to wytrawną; momentami cieplejszą i bardziej żywiczną, kiedy indziej chłodniejszą, kwiatową. Pieprzno-miodowy aromat tymianku raz po raz ustępuje ostremu, korzennemu oregano; kamforowo-cytrusowa szałwia grecka walczy o pierwszeństwo z balsamicznym zapachem igliwia i cyprysowych szyszek. Słodkawy mirt i odurzający jaśmin grają w jednej orkiestrze z akacją i owocową wonią kwitnących na kolor biało-fioletowy kaparów. Nie możemy oprzeć się wrażeniu kroczenia w uroczystej procesji na święte wzgórze – przy akompaniamencie świergotu ptaków, osrebrzeni cieniem migoczących w słońcu listków oliwnych. Wspomnienie kwiatowo-ziołowego zapachu tamtego poranka zostaje z nami na długie lata
Jak dowodzą naukowcy, węch jest najstarszym, najbardziej intuicyjnym i instynktownym zmysłem, ściśle związanym z naszą ewolucyjną przeszłością. U współczesnego człowieka informacje węchowe nadal docierają bezpośrednio do tzw. układu limbicznego, czyli części mózgu odpowiedzialnej za emocje, pamięć i instynkty. Oznacza to, że zetknięcie z charakterystyczną wonią może w ciągu sekundy przenieść nas w czasie i przestrzeni, przywołując odczucia z przeszłości. Choć ulotny, zapach pozostawia w nas trwały ślad. Ze studenckiej wyprawy do Aten nie zachowały się w moich szufladach materialne pamiątki, a fotografie dawno zginęły w otchłani twardych dysków. Wystarczy jednak, że poczuję mieszankę aromatu ziół i kwiatów, a znowu jestem tam, w cieniu srebrzystych oliwek, i wspinam się po Peripatos.
Podobnie rzecz ma się z każdą inną wyprawą do Grecji – na Kretę, Cyklady, Eginę. Każdy pobyt ma w mojej pamięci inny zapach, charakterystyczny dla danego miejsca i pory roku, w której je odwiedziłam. Razem tworzą swoisty rodzaj encyklopedii, do której sięgam, pragnąc znaleźć się myślą w danym zakątku Hellady. W tej opasłej księdze znajdziemy zapachy ziołowe (jak tymianek, oregano, rozmaryn czy szałwia rosnące dziko na wzgórzach), drzewne (sosnowe lasy, cyprysy i figowce wypełniające powietrze żywicznymi i słodkimi nutami), morskie (słona bryza, wodorosty, mokry piasek, zapach drewnianych łodzi i świeżych ryb) oraz miejskie (spaliny, kawa czy rozgrzany starożytny kamień). Dodajmy do niej aromaty kuchni greckiej – od oliwy po czosnek i cytryny, od grillowanych mięs po sezam i anyżową nutę ouzo, a otrzymamy katalog, w którym każdy podróżnik znajdzie coś dla siebie.
W korzystaniu z tej księgi – nic nie kosztującej, a pełnej zachwycających treści – pomoże znajomość nomenklatury greckich zapachów. Potrafiąc rozpoznać aromat poszczególnych ziół czy kwiatów, wiedząc, jakie noszą nazwy, możemy szukać ich także w swoim miejscu zamieszkania, otaczać się nimi na co dzień. Od czego zacząć? Wskazówki szukam u moich greckich znajomych, do których wysyłam swego czasu krótką zapachową ankietę z pytaniem o najbardziej ich zdaniem typowy aromat Hellady. Ku mojemu zaskoczeniu, prawie wszyscy odpowiadają zgodnie: drzewo figowe. Wbrew pozorom mają jednak na myśli nie jeden, a kilka zapachów. Zielone liście tej rośliny mogą pachnieć świeżo i gorzkawo, ale w gorące dni ich woń staje się słodka, mleczna, wręcz kokosowa. Kora figowca natomiast wydziela subtelny, drzewny zapach z nutą wilgotnej ziemi i mlecznej żywicy, który w upale robi się jakby lekko karmelowy. Późnym latem na gałęziach dojrzewają owoce, które z czasem pękają, wypuszczając upojnie słodki, pachnący miodem i suszonymi bakaliami sok. W czasie wakacji warto wąchać każdą z części drzewa, zapisując w pamięci jej charakterystyczną woń – na zapach figowców składają się wszystkie te nuty.
Theodoros Kalotinis, grecki twórca perfum inspirowanych lokalnymi aromatami, zamknął zapach figowców we flakonie, określając je jako aromat typowy dla gorącego lata na greckich wyspach. W stworzonej przez niego kolekcji wód perfumowanych znajdziemy także butelkowaną egejską bryzę, stanowiącą połączenie słonego powietrza i woni cytrusów, oraz wspomniany przeze mnie ateński jaśmin o intensywnie pachnących białych kwiatach. Nikos Kazantzakis, wybitny grecki pisarz i poeta, do listy greckich zapachów dodał aromat kwitnących drzew pomarańczowych typowych dla całego regionu śródziemnomorskiego, o których kilkakrotnie wspomniał w słynnym dziele Grek Zorba. Inni pisarze w swych relacjach z Grecji często podkreślają wszechobecną woń ziół. Staje się ona coraz bardziej dominująca wraz ze wzrostem wysokości – w górach powietrze jest suche i przesycone zapachem dzikiego tymianku, oregano, rozmarynu i szałwii, które rosną dziko na zboczach, uwalniając swój aromat pod wpływem słońca. Czasami wystarczy przejść ścieżką, by poruszyć rośliny i sprawić, że zapach wzniesie się w powietrze – gorzki, lekko pikantny, niemal drapiący w gardło. W upalne popołudnia, kiedy kamienie są rozgrzane do białości, zapachy te mieszają się z wonią suchej ziemi i kurzu, tworząc intensywną, niemal hipnotyzującą kompozycję. Niektórzy wychwycą w niej także słodką, żywiczną nutę labdanum, czyli czystka, porastającego gęsto m.in. kreteńskie wzgórza, albo gojnika, z którego Grecy szykują pyszną i zdrową górską herbatę.
Wykaz greckich zapachów nie może pominąć jednego z najważniejszych i najbardziej symbolicznych drzew: prastarych oliwek, które, według mitów, podarowała mieszkańcom kraju sama Atena. Podobnie jak figowce oferują nam one całą gamę aromatycznych doznań. Spacerując wśród oliwnych gajów, warto zauważyć, że powietrze ma tam w sobie coś gęstego, tłustego – jakby mieszankę zapachu wilgotnej ziemi i ciężkiej, gorzkawej oliwy. Stare, poskręcane pnie wydzielają delikatny zapach drewna, a jeśli zerwiemy zieloną oliwkę i rozgnieciemy ją w palcach, poczujemy cierpki aromat, który niemal osiada na języku. Analogicznie rzecz ma się z winoroślą, darem Dionizosa: jej liście, stosowane także w kuchni, charakteryzuje subtelny, świeży zapach, natomiast późnym latem, kiedy dojrzewają winogrona, w pobliżu winnic unosi się słodka woń owoców gotowych do zbiorów.
Wielki miłośnik Hellady, Zbigniew Herbert, w jednym ze swoich genialnych esejów tak skomentował wizytę w Atenach: W powietrzu unosiła się woń baraniny, oliwy i czosnku. Akropol w wieńcu cebulowych zapachów. Jego doznania były odmienne od moich, wysublimowanych i wzniosłych, ale jestem przekonana, że równie mocno zapadły mu w pamięć, pozwalając na powrót do Anafiotiki czy Plaki także w trudnych politycznie czasach, gdy wyjazdy z Polski stały się prawie niemożliwe. Teraz gdy Grecję odwiedzać możemy w każdej chwili, wonne wspomnienia nadal warto gromadzić. Czy zaczniesz już podczas najbliższego urlopu?










