Czy Ty to Ty? – relacja z Krety

Kategoria: Waszym okiem

Kolejny wyjazd z biurem podróży Grecos. Pierwszy dzień pobytu w hotelu Dimitrios Village. Zbieramy się na spotkanie z rezydentem, jesteśmy trochę spóźnieni, więc zajęliśmy miejsca na końcu sali.

– Czy Ty to Ty?

Od takiego absurdalnego pytania zaczęły się, jak się później okazało, najfajniejsze greckie wakacje. A pytanie pochodziło od chłopaka siedzącego tuż obok. Podobno niegrzecznie jest odpowiadać pytaniem na pytanie, ale jedyne co mi ślina przyniosła na język, to równie idiotyczne stwierdzenie:

– A Ty to Ty?

Chwila konsternacji i wpatrywania się w siebie…

– Marcin?
– Bartek?

hotel dimitrios village

Totalne zaskoczenie, ale mamy to! Absolutnie spontaniczne spotkanie z kumplem z dawnej pracy, którego nie widziałem od dobrych 10 lat (trochę nam kilogramów przybyło ;-)). Ten sam czas, ten sam kraj, ten sam hotel, ten sam cel wyjazdu – NIEZAPOMNIANE GRECKIE WAKACJE Z RODZINĄ zorganizowane przez Grecosa!

Hotel Dimitrios Village

PROLOG

Grecja jest niewątpliwie wspaniałym krajem, w którym każdy znajdzie coś dla siebie, coś co lubi najbardziej, a czego czasami brakuje w Polsce. Jest piękna, zawsze słoneczna pogoda, są urocze plaże z cieplutką i krystalicznie czystą wodą, w której pływają różne rybki oraz inne żyjątka. Są piękne krajobrazy, są ciekawi ludzie o innym wyglądzie i innej kulturze, są liczne antyczne zabytki oraz urocze miasteczka z wąskimi uliczkami i kolorowymi straganami.

Zatem… zaczynają się nasze wymarzone wakacje na Krecie. Przed przyjazdem dużo o niej czytaliśmy i oglądaliśmy… Na miejscu, od samego początku, praktycznie od transferu z lotniska, jesteśmy nią oczarowani… jej klimatem, krajobrazami, roślinnością i gościnnością tubylców…  Ale do tych atrakcji wrócę później, bo Kreta jest wyspą wyjątkową – Kreta to esencja Grecji!

Krajobraz Krety

HOTEL

W Grecji są również wygodne i czyste hotele dbające i rozpieszczające wypoczywających turystów, ale wszystkim hotelom na całym świecie brakuje jednej podstawowej rzeczy – towarzystwa bratniej duszy, osoby, z którą można rozmawiać i bawić się godzinami, ale jednocześnie osoby, która nie jest natrętna i uciążliwa. I właśnie pod tym względem wakacje na Krecie okazały się wyjątkowe i odmienne od wszystkich dotychczasowych wyjazdów zagranicznych.

Wraz z Rodziną Bartka każdy dzień wypoczynku okazał się wyjątkowy. Były wspólne posiłki, ale bez przymusu, że wszyscy musimy wstać o konkretnej godzinie i koniecznie się spotkać przy stole.

Było też wspólne plażowanie – znacznie wygodniejsze w takiej formie, bo spośród tylu osób zawsze ktoś chętnie zostawał i pilnował całego naszego dobytku (takie przyzwyczajenie z Polski). A w morzu lub w basenie mnóstwo zabawy z dzieciakami i wspólna rywalizacja o wszystko – kto dłużej zanurkuje, kto szybciej popłynie, kto wyłowi fajniejszą muszlę, kto się utrzyma na materacu podczas abordażu, kogo w najbardziej widowiskowy sposób zwali z nóg potężna fala…

Zabawa w morzu

Dzieciaki grają w piłkę plażową, rzucają czymś lub strzelają do siebie wodą, dorośli grają w piłkarzyki lub bilard. Jednym słowem – nikt się nie nudzi, a o to chodzi we wspólnych rodzinnych wakacjach.

A wieczorem wspólna posiadówka w hotelowej restauracji pod gołym niebem, przy akompaniamencie niesamowitych cykad. Piwo, wino, drinki, gra w karty, czasem wspólne oglądanie meczu i kibicowanie (akurat był to okres mistrzostw w piłce nożnej).

Któregoś dnia hotel zorganizował „wieczór grecki”, więc nie obyło się bez grupowego odtańczenia Greka Zorby. Ogólnie – codziennie świetna zabawa przynajmniej do północy!

Poza tymi momentami, obie nasze rodziny organizowały sobie czas całkowicie po swojemu, nie wchodząc sobie w drogę – to był wyjątkowo zbilansowany i spokojny wypoczynek.

Grecki zespół

RETHYMNON (RETHYMNO)

Jedno popołudnie i wieczór przeznaczyliśmy na wspólny spacer po pobliskim Rethymno. Jest to trzecie pod względem wielkości miasto na Krecie (po Heraklionie i Chanii). Ale na Krecie miasta generalnie nie są zbyt duże, więc i to nie było przytłaczające. Wprost przeciwnie – wydaje nam się, że to jedno z najbardziej przyjaznych i malowniczych miast w Grecji, oczywiście spośród tych, które do tej pory odwiedziliśmy.

Rethymno nocą

Promenada zaczynała się zaledwie 300 m od hotelu i ciągnęła się prawie 3 km, aż do Starego Portu Weneckiego z zabytkową latarnią morską wybudowaną przez Egipcjan w 1830 roku. Jest to druga pod względem wielkości latarnia na Krecie. Jej konstrukcja posiada elementy orientalne i z wyglądu przypomina minaret.

Rethymno - port i latarnia

Dookoła portu (ale nie tylko tam) znajdują się przytulne restauracyjki i kawiarenki, a kelnerzy zachęcają, żeby chociaż na chwilę usiąść i spróbować lokalnych specjałów. Królują oczywiście owoce morza. W specjalnych ladach chłodniczych eksponowane są świeże, wciąż poruszające się kraby i homary. Natomiast pragnienie najlepiej gasi mrożona kawa frappe.

Rethymno - promenada

W mieście wyraźnie widać historyczne wpływy obcych kultur – tureckiej, weneckiej, egipskiej. Znajduje się tutaj m.in. mnóstwo meczetów.

Na trasie naszego spaceru odwiedziliśmy zaledwie kilka z nich – Kara Mousha Pasha, Veli Pasha, w którym aktualnie znajduje się muzeum paleontologiczne oraz największy w mieście meczet Nerantze, który obecnie pełni rolę sali koncertowej. Jego minaret o wysokości 33 metrów ma dwa balkony widokowe, z których zobaczyć można całe miasto.

Rethymno - meczet Nerantze

Położony tuż obok Kościół św. Franciszka pełni funkcję Muzeum Bizantyjskiego. Popularnym miejscem spotkań jest Fontanna Rimondi wybudowana w 1626 roku w weneckiej części miasta. Właściwie to nie przypomina ona typowej fontanny. Woda nie jest wystrzeliwana w górę, tylko swobodnie wypływa z paszczy trzech lwów pomiędzy korynckimi kolumnami.

Jedną z największych atrakcji turystycznych Rethymno jest górująca nad miastem potężna forteca wenecka wybudowana na wzgórzu Paleokastro.

Rethymno - forteca
Rethymno - forteca
Rethymno - forteca
Rethymno - forteca
Rethymno - forteca

Twierdza została wzniesiona przez Wenecjan w celach obronnych w XVI wieku. Fortyfikacje nie zapewniły jednak dostatecznej ochrony przed silnym atakiem Imperium Osmańskiego, podczas którego Turcy przejęli i złupili miasto. Dodatkową zachętą do odwiedzenia fortecy może być roztaczający się z jej murów piękny widok na miasto, port i morze.

Charakterystyczną cechą Rethymno są wąskie uliczki, które są wręcz oblepione sklepami z pamiątkami i rękodziełem greckich rzemieślników. Kolorowe stragany kuszą towarem – piękną biżuterią, tkaninami oraz tradycyjnymi wyrobami z oliwek. Można tutaj kupić oliwki w różnych postaciach – prawdziwą smaczną oliwę do sałatek oraz mydła, kremy i inne kosmetyki z oliwy.

Również mniej oficjalne, boczne uliczki, po których co chwilę mkną skutery, mają swój niepowtarzalny urok – kwiaty w dużych donicach przy wejściach oraz w mniejszych doniczkach na oknach, rośliny pnące się po murach budynków, drzwi i okiennice w stylu retro oraz koty… sporo kotów 😉

Rethymno - boczne uliczki
Rethymno - stragany

WYCIECZKI PO OKOLICY

W lokalnym biurze turystycznym wykupiliśmy wycieczkę – objazdówkę piętrowym autobusem bez dachu. Świetna perspektywa do oglądania miasta oraz okolicznych posiadłości i plantacji oliwek.

Już sam przejazd wąskimi uliczkami przez centrum miasta okazał się bardzo ekscytujący. Autobus nie wyrabiał w ciasnych zakrętach, więc restauratorzy musieli zwijać rolety i przesuwać stoliki. Nie obyło się przy tym bez krzyków i gestykulacji, ale przecież nie od dziś wiadomo, że Grecy są narodem żywiołowym i temperamentnym. Traktujemy to jako dodatkową atrakcję „kulturalną”.

Autobus piętrowy

Jednak „clou” tej całej wycieczki był przejazd wzdłuż malowniczego Wąwozu Myli.

W środkowej części kanionu znajduje się opuszczona wioska Myli, której nazwa oznacza po prostu „młyny”. Wzdłuż strumienia znajdującego się w wąwozie znajdowało się 30 młynów wodnych, a większość mieszkańców wioski stanowili młynarze. Mielono tutaj niemal całe zboże z regionu i okolicznych wiosek.

Wąwóz Myli

Kręta asfaltowa droga pięła się serpentynami coraz wyżej, a im wyżej się znajdowaliśmy, tym piękniejsze roztaczały się dookoła nas widoki.

W dalszej drodze mijaliśmy jeszcze Muzeum Wojenne znajdujące się w historycznej miejscowości Chromonastiri oraz malowniczą wioskę Roussospiti, zwaną również balkonem Rethymno. Nieco dalej znajduje się najstarszy żeński klasztor na Krecie – trzynastowieczny monastyr Agia Irini.

Muzeum wojenne

Cała objazdówka była podzielona na kilkanaście odcinków. Na każdym z przystanków można było wysiąść, indywidualnie pozwiedzać pobliskie atrakcje turystyczne i bodajże w półgodzinnych odstępach czasu wsiąść do kolejnego autobusu tego organizatora – wszystko w ramach raz zakupionego na samym początku biletu.

Czy czegoś żałuję z tej wycieczki? Niestety tak. Żałuję, że nie wysiadłem na jednym z przystanków i nie podjąłem się pieszego spaceru dnem wąwozu. Ale mam nadzieję nie zmarnować tej okazji przy kolejnej wizycie na Krecie.

DROGA DO ELAFONISSI

Tę wycieczkę planowaliśmy jeszcze w Polsce jako obowiązkowy punkt programu zwiedzania. Opisy tej niezwykłej różowej plaży zaintrygowały nas na tyle, że musieliśmy ją zobaczyć na własne oczy.

Z Rethymno do Elafonissi prowadzi główna trasa wzdłuż północnego wybrzeża Krety. Tuż przed miejscowością Kissamo skręcamy w lewo i jedziemy dalej krętą drogą przez malowniczy wąwóz Topolia, miejscami przeciskając się przez wąskie tunele i strome urwiska.

Wąwóz Topolia

Kilometr dalej zatrzymujemy się przy kościele Agia Sofia, zwanym też kościołem Mądrości Bożej.

Kaplica znajduje się w jaskini, do której trzeba się wspiąć po 250 kamiennych schodach. W grocie obejrzeć można nawisy i nacieki wapienne oraz przede wszystkim małą kapliczkę z kilkoma ikonami. Podobno ikona Agia Sofia została przywieziona przez Greków wycofujących się z zajmowanego przez Turków Konstantynopola. Z tarasu na zboczu roztacza się piękny widok na wąwóz Topolia.

Agia Sofia

Po zwiedzeniu jaskini udajemy się w dalszą podróż, ale na chwilę zatrzymujemy się jeszcze na degustację przy straganie prowadzonym przez dwóch rodowitych Greków – ojca i syna. Mamy okazję spróbować pysznych likierów, miodów, dżemów i owoców. Próbujemy również różne gatunki rakiji, czyli greckiej wódki destylowanej najczęściej ze świeżych winogron, rodzynek lub fig.

Kreta - Grek sprzedający lokalne wyroby

Po przejechaniu dalszych 25 kilometrów, co pewien czas wyłania się spomiędzy gór trójkątny fragment turkusowego morza. A to oznacza, że wreszcie po 3 godzinach podróży docieramy do różowej plaży Elafonissi.

Drobny piasek na szerokich uroczych plażach jest miejscami przemieszany z pokruszonymi muszelkami tworzącymi malownicze różowe pasma. Z różowym kolorem plaż jest związana mroczna legenda, według której piasek zawdzięcza swą barwę krwi 850 kobiet i 40 mężczyzn zamordowanych przez wojska egipskie w 1824 roku.

Różowy piasek na Elafonissi

Plaża Elafonissi to jedna z największych atrakcji turystycznych zachodniej Krety. Jest to właściwie wyspa połączona ze stałym lądem płytką turkusową laguną. Woda jest tutaj bardzo ciepła i krystalicznie czysta, w kolorach od zieleni, przez turkus, aż do głębokiego błękitu. Z wody w wielu miejscach wystają czarne porowate skały.

Charakterystyczną cechą tego miejsca jest stały silny wiatr wiejący znad Sahary, który sypie piachem po nogach i porywa wszystko co nie jest przymocowane lub przyciśnięte. Otaczający nas krajobraz sprawia, że na Elafonissi można się poczuć jak w egzotycznym raju na Ziemi.

Plaża Elafonissi została wpisana na listę Natura 2000, na której znajdują się najcenniejsze przyrodnicze obszary Europy. Można tu spotkać kilka endemicznych gatunków zwierząt oraz roślin. Znajdują się tu również stanowiska lęgowe największych chronionych żółwi z gatunku Caretta caretta.

Mewy na Elafonissi
Elafonissi morze i skały

W tym miejscu spotyka się północne Morze Kreteńskie z południowym Morzem Libijskim.

Przebywając tutaj trudno sobie odmówić nurkowania w płytkich wodach laguny. Nie jest to co prawda rafa koralowa, ale i tak bogactwo form skalnych, roślin morskich i ryb na długo przykuwa wzrok. Podwodny świat Elafonissi jest równie atrakcyjny, jak to co widać nad powierzchnią wody – można się w nim zanurzyć i pływać godzinami.

Nurkowanie na Elafonissi

Po zaledwie paru godzinach plażowania przyszedł czas na zbiórkę przy autokarze.

W drodze powrotnej przewodniczka zaproponowała jeszcze odwiedzenie Muzeum Drzewa Oliwnego znajdującego się przy najstarszym drzewie oliwnym na Krecie w miejscowości Vouves. Szacuje się, że ma ono około 4000 lat, jego obwód to ponad 12 metrów, a średnica pnia to aż 4,6 metra. Pomimo tak sędziwego wieku, drzewo nadal owocuje.

W końcu, gdy już zobaczyliśmy wszystko, co było do zobaczenia, zmęczeni i głodni, ale szczęśliwi, zatrzymaliśmy się na tradycyjny grecki obiad w restauracji pod wielkim platanem. Po godzinnym odpoczynku podjechaliśmy jeszcze na degustację do niewielkiej regionalnej winiarni, w której wina wytwarza się nadal tradycyjnymi metodami.

Drzewo oliwne
Restauracja pod platanem

NIEZREALIZOWANE CELE

Na Kretę zamierzamy wrócić jeszcze przynajmniej dwukrotnie. Przy kolejnej wizycie zatrzymamy się gdzieś bliżej Chani, aby dokładnie zwiedzić to miasto. Mamy wówczas w planach obejrzeć drugą ze słynnych kreteńskich plaż, a mianowicie Balos. Podczas naszego ostatniego pobytu, gdy my pływaliśmy na Elafonissi, pojechał tam wspomniany na początku kolega Bartek z rodziną, a zrobione przez niego zdjęcia zapierały dech w piersiach. Jedną z największych atrakcji Krety Zachodniej jest także Wąwóz Samaria – do tej wycieczki Chania wydaje się być znacznie lepszym punktem wypadowym niż Rethymno. Zresztą jest to wycieczka długa i wymagająca, więc musimy się na nią lepiej przygotować. W dalszej perspektywie czasu wybierzemy jakiś hotel bliżej Heraklionu, gdzie zwiedzimy ruiny pałacu w Knossos oraz wschodnią część Krety.

EPILOG

Po tygodniowym pobycie na Krecie, wraca do głowy pytanie: „Czy Ty to Ty?”, a w zasadzie „Czy Ty to JESZCZE Ty?”. Człowiek wracający z Krety, to człowiek odmieniony, zachwycony pięknem tej wyspy, jak i całej Grecji. W umyśle pojawia się niedosyt, dlaczego wakacje trwały tak krótko, a w sercu i duszy już rodzi się tęsknota i chęć jak najszybszego powrotu. Następna okazja prawdopodobnie przydarzy się za rok, o ile sytuacja na to pozwoli. A plan długoterminowy jest taki, żeby na starość przeprowadzić się na jedną z greckich wysp i tam w harmonii z przyrodą, z dala od wielkomiejskiego zgiełku, spędzić te kilkanaście ostatnich lat na emeryturze.