Greckie rytuały — relacje, jedzenie i spotkania

Kategoria: Okiem Grecosa
Kierunek: Grecja  

Są miejsca, w których jedzenie, lunch czy pora obiadowa to tylko kolejny element dnia, szybka przerwa między obowiązkami, coś, co ma dać energię i pozwolić ruszyć dalej. Ale są też takie kraje, w których jedzenie, oprócz tych spraw oczywistych staje się czymś znacznie więcej. Pretekstem do spotkania, powodem, by się zatrzymać i jednym ze sposobów na to, by spędzić ze sobą trochę czasu.

Oczywiście Grecja należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Tutaj każdy dzień nie jest zbiorem chwil przeżytych w pośpiechu i byle jak. Przeciwnie! Każde wydarzenia i każdy moment są okazją do uważności i do przeżycia czegoś miłego. Wiele z nich zaczyna się właśnie przy stole — w kawiarni, tawernie, w małej ouzerii, na tarasie domu albo w cieniu drzewa, po prostu tam gdzie ktoś właśnie rozstawia talerze albo proponuje kawę…

Bo w Grecji nie chodzi tylko o to, co jesz. Chodzi o to, z kim, gdzie i jak.

weseli ludzie na plaży, wakacje
CZYTAJ WIĘCEJ: Grecka sztuka picia kawy

Mezedes — sztuka dzielenia się jedzeniem

Będąc na swoich Wielkich Greckich Wakacjach zapewne bardzo szybko zauważysz jedną rzecz: otóż rzadko kiedy ktoś zamawia tam jedzenie tylko „dla siebie”. Zamiast tego na stole zaczynają pojawiać się kolejne talerze. Niewielkie porcje, różne smaki, kolory i tekstury. Warzywa, sery, owoce morza, mięsa, sosy i różne mazidła. Wszystkie te specjały trafiają na środek, tak, by każdy mógł spróbować tego, na co ma ochotę. 

Te słynne w Grecji (jak i zresztą w wielu krajach śródziemnomorskich) mezedes uważam za jeden z najpiękniejszych greckich rytuałów! Nie zawsze bowiem chodzi w nim o jedzenie jako takie. Chodzi o dzielenie się, sztukę bycia razem, wspólną biesiadę. Każdy sięga po to, na co ma ochotę. Każdy próbuje wszystkiego. Nikt nie liczy porcji, nikt się nie spieszy. Rozmowa płynie między talerzami, ktoś dolewa wina, ktoś podaje chleb, a ktoś śmieje się głośniej niż inni. To bardzo naturalny i niewymuszony sposób spędzania czasu, w którym jedzenie jest świetnym i oczywiście bardzo pysznym pretekstem, tłem do czegoś innego — bycia razem… a chyba każdy przyzna, że ten element jest znacznie, znacznie ważniejszy.

rodzina przy stole, wspólne biesiadowanie

Greckie śniadanie w kawiarni — powolny początek dnia

Poranek w Grecji zaczyna się spokojnie, bez ciśnienia i pośpiechu. Światło jest miękkie, powietrze miłe i nie tak gorące, a ulice powoli budzą się do życia. W małych kawiarniach pojawiają się pierwsi goście — nieśpieszni, jeszcze trochę zamyśleni.

Na stole ląduje kawa. Mocna, aromatyczna, często podana na zimno. Obok coś słodkiego — kawałek bougatsy, ciasto filo z dżemem, jogurt z miodem i orzechami albo świeże pieczywo. I to właściwie wszystko, po prostu spokojne, słodkie śniadanie z kawą w tle. To taki symboliczny moment przejścia między odpoczynkiem a dniem pełnym wyzwań. Ludzie bardzo często siedzą przy tej kawie długo. Rozmawiają, milczą, patrzą na ulicę, na morze lub na siebie nawzajem. Nikt nie pogania, nikt nie zerka nerwowo na zegarek.

W Grecji poranek ma swój rytm i swoje zasady i nikt nie oczekuje pożywnego, dużego śniadania. W Grecji to nie ono jest najważniejszym posiłkiem dnia i my — mieszkańcy wschodniej Europy — czy chcemy czy nie, musimy się z tym pogodzić. 

Grecy siedzący na kawie, starsi mężczyźni przy filiżance kawki

Wieczór w ouzerii — smak, który łączy ludzi

Kiedy dzień się kończy, życie przenosi się gdzie indziej. Gdzie? Do niewielkich lokali, często schowanych w bocznych uliczkach czasami gdzieś w okolicach morza i ukrytych plaż. Do miejsc, które nie rzucają się w oczy, ale przyciągają ciepłym światłem, muzyką, gwarem wesołych rozmów, a czasami i śpiewów. Te miejsca to ouzerie.

Na stole pojawiają się małe talerze z przystawkami. Niezmiennie ważne mezedes, czyli świeże ryby, oliwki, sery. Do tego ouzo — anyżowy alkohol, który po zmieszaniu z wodą lub po dodaniu lodu staje się mlecznobiały. Ktoś wznosi toast. Ktoś opowiada historię, a wieczór toczy się zupełnie bez planu. Nie ma też konkretnego początku ani końca. Rozwija się naturalnie w rytm rozmów, gwaru i wspólnego czasu.

To zdecydowanie bardziej spotkanie niż jedzenie, nie chodzi tutaj także o alkohol. To po prostu wielka i wspaniała sztuka bycia razem. To wieczory, które zostają w pamięci.

przyjaciele na plaży, grupa osób

Słodkie rytuały — greckie cukiernie i deserowe spotkania

Warto wiedzieć, że w Grecji deser nie zawsze kończy posiłek. Czasem (ośmielę się twierdzić, że trochę podobnie, jak w Polsce) jest jego początkiem. A czasem — po prostu pretekstem do spotkania.

„Chodźmy na coś słodkiego” to zdanie, które pojawia się w rozmowach bardzo często. Nie oszukujmy się, jest też podprogowo ukrytym zdaniem „Chodźmy na kawę”, bo bez niej nic nie ma sensu. Zazwyczaj dzieje się to bez okazji i bez szczególnego planu. Po prostu dlatego, że ludzie mają przemożną ochotę, żeby chwilę pobyć razem.

W witrynach cukierni błyszczy baklava, cięta w rozmaite kształty i ozdabiana orzeszkami, złociste loukoumades i kremowe galaktoboureko. Słodycz ta jest intensywna, lepka od miodu, pachnąca cynamonem i wanilią. Jednak i tym razem, nie chodzi tylko o smak. Chodzi o moment. O to, że siadasz przy stole jeszcze raz. Że rozmowa trwa dalej. Że nikt nie musi się spieszyć.

kawiarnia na evii, pyszna kawka i bougatsa na stole

Kawa frappe — napój, który stał się stylem życia

Są w Grecji rzeczy, które trudno wytłumaczyć. Na przykład to, jak długo można pić jedną kawę. Jest to zjawisko wybitne i oczywiście toczy się wokół kawy, o której wiemy, że jest istotą istnienia.

Tym razem zatrzymajmy się chwilę nad frappe, bo to coś więcej niż napój. To symbol. Wakacji, luzu, czasu, który przestaje być ważny, po prostu stoi w miejscu niczym gorące, letnie powietrze w wąskich uliczkach greckich miast. Szklanka z pianką, topiące się powoli kostki lodu, słomka. I godziny, które mijają prawie niezauważalnie. Grecy potrafią medytować nad jedną kawą bardzo długo. Rozmawiać, obserwować lub po prostu milczeć. Kawa często nie jest po to, żeby „się napić”. Jest czasami jedynie pretekstem żeby pobyć razem w samotności. Popatrzeć na morze, poczuć na języku coś chłodnego, a jednocześnie dodać sobie energii za pomocą kofeiny i cukru.

I może właśnie dlatego tak dobrze wpisuje się w grecką codzienność.

grecka kawiarnia, ludzie, czas razem

Filoxenia — sekret greckiej gościnności

Jest jedno słowo, które najlepiej opisuje grecki sposób budowania relacji. Tym słowem jest filoxenia. Oznacza ono dosłownie „miłość do gościa”. W praktyce jednak jest czymś znacznie więcej. Bo w Grecji GOŚĆ nie jest już kimś obcym, kimś z zewnątrz. Jest kimś, kim trzeba się zaopiekować, zaprosić do stołu, często też nakarmić. Zapytać, czy czegoś nie potrzebuje, usiąść obok i porozmawiać. To bardzo stara tradycja, sięgająca jeszcze czasów starożytnej Grecji. Przyjmowanie gości z otwartością i serdecznością było uważane za jeden z najważniejszych obowiązków gospodarza.

To nie jest wyuczone. To nie jest żadna strategia, czymś, czego nabywa się wraz z upływem lat. To naturalny odruch, który Grecy mają we krwi. I właśnie dlatego robi takie wrażenie, zaskakuje, a często wręcz onieśmiela! Bo nagle czujesz, że jesteś mile widziany. Naprawdę i szczerze. Jak nigdzie indziej na świecie. Wielu podróżników twierdzi, że właśnie dzięki tej gościnności zakochują się w Grecji.

Tłusty czwartek w Grecji, grill w gaju oliwnym

Imieniny — święto otwartego domu

W wielu krajach najważniejsze są urodziny. I choć młodzi Grecy przejmują trochę ten nasz zachodnioeuropejski styl, to jednak imieniny nadal świętuje się tam wyjątkowo hucznie. To dzień, w którym drzwi domu są otwarte, dosłownie i symbolicznie. Znajomi, rodzina, sąsiedzi — każdy może przyjść, bez zapowiedzi, bez formalności, umawiania, specjalnych przygotowań. Na stole zawsze coś się znajdzie. Ciasto, kawa, coś do przekąszenia.

Nie chodzi także o wielkie przygotowania czy gotowanie, bardziej liczy się (jak zwykle) obecność, bycie razem, spotkanie. Możesz wpaść na chwilę, zostać na dłużej, a potem ktoś inny zajmuje Twoje miejsce, bo przychodzą następni, przez cały dzień ludzie się rotują, jak w szalonym kalejdoskopie. 

Rozmowy się nie kończą, ludzie przychodzą i wychodzą, a dzień płynie swoim rytmem, a dzień płynie naturalnie, bez napięcia i w poczuciu wspólnoty i miłości.

rodzina przy stole, biesiada

Życie smakuje inaczej

Greckie rytuały jedzenia i spotkań nie są czymś wyjątkowym. Nie są specjalnie odświętne i nie wymagają specjalnych okazji. Są silnie związane z codziennością i czymś całkowicie bez zadęcia, stąd taka w nich ogromna siła. Pokazują, że można żyć trochę inaczej. Wolniej. Uważniej. Bliżej ludzi. Że kawa może trwać godzinami, kolacja nie musi się kończyć się szybko, a spotkanie nie potrzebuje powodu.

I może dlatego tak wielu ludzi wraca z Grecji z poczuciem, że chcą zabrać ze sobą coś więcej niż tylko wspomnienia, ale także sposób patrzenia na życie.

kobiety w białych sukienkach tańczące na plaży, morze, widok, detale