Teoria błękitnego umysłu — najpiękniejsze kolory Krety

Kategoria: Waszym okiem

Z podróżniczego punktu widzenia każda geograficzna kraina stanowi zbiór cech oraz obyczajów rozpoznawalnych przez odwiedzających z całego świata. Najczęściej bywa nim wyjątkowy styl architektury, pachnąca charakterystycznymi przyprawami kuchnia, a czasem też trudny do odgadnięcia język. A co jeśli jedną z tych cech staje się barwa najpiękniej mieniącej się w słońcu akwamarynowej laguny oraz błękitu bezchmurnego letniego nieba, nierzadko kontrastująca z nieskazitelną bielą otaczających budynków? To niewątpliwie kolory starożytnej Hellady, do której prawie każdy odwiedzający prędzej czy później zapragnie powrócić!

kreta, wyjątkowe widoki, wspomnienia, relacje

Wielki błękit — cudowny lek

Będąc miłośnikiem Grecji od ponad ćwierćwiecza, często zastanawia mnie, co kochają najbardziej podróżujący do niej ludzie. Wśród zapytanych najczęściej usłyszymy o ciepłym morzu, nieprzerwanie świecącym słońcu oraz wszechobecnej greckiej gościnności. To rzecz jasna wystarczające powody, aby pokochać mityczną kolebkę Europy. Z naukowego punktu widzenia natomiast może chodzić o coś więcej. Nie tak dawno, bo ponad dekadę temu, nieżyjący już amerykański biolog morski Wallace J. Nichols zapoczątkował teorię, według założeń której, ludzki umysł zaangażowany jest bezpośrednio w odbiór piękna koloru niebieskiego, niosąc ze sobą walory prozdrowotne, w tym wysoce redukujące stres. Działanie to ma bezpośredni związek w przebywaniem nad wodą, której barwa okazuje się nie być obojętna dla naszego umysłu. 

Akwamarynowe piękno greckich wód wydaje się być wystarczająco przekonującym dowodem wszystkich korzyści wynikających z działania tej właśnie teorii. Znany aktor Tom Hanks, w jednym w udzielonych nie tak dawno wywiadów, poszedł o krok dalej twierdząc, iż Grecja leczy duszę i to nie tylko Greków! Trudno się z tym nie zgodzić, mimo braku, tym razem naukowych potwierdzeń faktu, że to właśnie grecki błękit ma tak wysoce zbawienny wpływ, zarówno na tubylców, jak i na podróżników. Czy zatem chodzi tylko o kolor wody? Można podejrzewać, że niekoniecznie, choć prawie każdy z zapytanych porównując wakacje nad Bałtykiem z czasem spędzonym na jakiejkolwiek greckiej wyspie, jako pierwszą różnicę najpewniej wymieni turkusowe piękno szeroko rozciągającego się na południu Europy — Morza Śródziemnego, zwanego niegdyś przez Greków po prostu Morzem… można domniemywać, że użycie jakiegokolwiek przymiotnika uważali oni za całkowicie zbędne.

kreta, widoki na góry i morze
wawów samaria, kreta, wspomnienia i relacje

Magia greckiego błękitu

Będąc niejednokrotnie na kreteńskim lądzie (gdyż przebywając na Krecie nie ma się wyraźnego poczucia bycia na wyspie) postanowiłam sprawdzić zbawienne działanie wodnego, jak i mniej wodnego błękitu. 

Balos, Elafonisi, Falasarna to miejsca, których kolory potrafią przyprawić o letni zawrót głowy i wywołać chęć obfotografowania każdego centymetra z każdej możliwej perspektywy, szczególnie o poranku lub późnym popołudniem, kiedy soczystość nasycenia barwy akwamarynowej wydaje się osiągać tutaj swój zenit. Mimo iż każda z lagun to iście inne doświadczenie wizualne, jak i geograficzne, urodą niewątpliwie nie ustępują sobie nawzajem, dopełniając tylko piękno Krety Zachodniej o spektakularne widoki. Ale to nie wszystko! Balos to także nazwa greckiego tańca, co prawda pochodzącego z innej wyspy (Kythnos), ale fonetycznie przywołującego wspomnienie najpiękniejszych szafirowych odcieni wokół wysp Gramvousa oraz rozpościerającego się nad nimi jeszcze głębszego błękitu nieba, bezchmurnie poddającego się tańcowi feerii greckich kolorów. 

laguna balos, zdjęcie z daleka, wspomnienia, relacje

Według teorii Wallace’a samo nawet wspomnienie koloru niebieskiego potrafi wprawić nasz umysł w wibracje o częstotliwości niosącej relaks i stan błogostanu. To właśnie z tego powodu pocztówki z kadrem nasyconym morskim błękitem sprzedają się zdecydowanie lepiej niż wizerunki znanych zabytków, a okiennice oraz drzwi pomalowane na niebiesko, tak często spotykane w Grecji, sprawiają wrażenie ram domów z bajkowej krainy, na które każdy odwiedzających stary grecki ląd prędzej czy później zwróci swoją uwagę, aby później poczuć już tylko ciepło pojawiające się w sercu, rezydującym wokół biało-niebieskiej architektury. Kolejną kwestią są fotografie — jeśli istnieje taka możliwość, proszę przejrzeć galerię ze swoich greckich wypraw i zbadać procentowy poziom umieszczonego na nich błękitu, który prawie zawsze poprawia nastrój nawet najmniej nastrojonym odbiorcom. Działa? Czyż to nie grecka magia!

kreta preveli beach, wspomnienie, relacje

Z kolei diamentowe wody oraz wszechobecny błękit obecny praktycznie wokół każdej greckiej plaży, nierzadko ukrytej w tajemniczych zatoczkach, kryjąc w sobie ciepło letniej aury, przypomina także o początkach europejskiego lądu, który w swojej dziewiczości musiał być jeszcze piękniejszy, ale prawdopodobnie tak samo ważny. Stanowić o tym wydaje się już sama grecka mitologia, według zapisów której Zeus – król bogów, na swoje narodziny obrał jedną z kreteńskich jaskiń blisko mieniącego się błękitu. Miała nią być Góra Dikte lub Góra Ida, jednakże mitologiczny spór trwa do dziś i chyba już raczej nim pozostanie. Minos, syn Zeusa został natomiast centralną postacią w tworzeniu i zarządzaniu lazurową Kretą, jakkolwiek po pewnym czasie postanowił zamknąć z kolei swojego syna Minotaura w labiryncie zbudowanym przez utalentowanego budowniczego Dedala, ojca Ikara znanego wszystkim z bardzo niefrasobliwego lotu. Jak pokazuje historia, Minotaur nie miał zbyt wiele kreteńskiego szczęścia, ponieważ ostatecznie został pokonany przez Tezeusza, dzięki Bogini Ariadnie i jej zamiłowaniu do pięknych i delikatnych tkanin, a właściwie do dość długich nici, zapewne tych królewsko-błękitnych. Bogini Ariadna to jakkolwiek postać ciekawa z wielu względów, która według lokalnych wierzeń każdego roku umiera, aby następnie zmartwychwstać i znów zostać właścicielką mocno błyszczących, kreteńskich gwiazd. A wszystko to dzięki złotemu diademowi, rzuconemu niegdyś w niebo przez jej ówczesnego męża Dionizosa, który dziś możemy podziwiać jako konstelację Korony Północnej. 

koza na szczycie, na tle morza, widok na krecie

Niemniej jednak urok całego greckiego nieba pozostaje bez wątpienia bezdyskusyjny, szczególnie podczas późno-wieczornej kąpieli w błękitnym basenie, którego kolor też nie wydaje się być kwestią przypadku. Czy ktokolwiek z nas ochoczo wykąpałby się w czarnym lub co gorsza czerwonym basenie zwiedzając akwamarynową Grecję? To raczej obraz zarezerwowany dla forensic science, czyli wysoce kryminalnych zagadek, niekoniecznie chętnie rozwiązywanych podczas letnich podróży po Helladzie.

Kreta — Wiosenna Królowa Błękitów

Wracając jednak do kreteńskiego błękitu, czy lato to jedyny czas na odwiedzenie Krety? Odpowiedź wydaje się prosta, lato to najbłękitniejszy czas, ale zdecydowanie niejedyny, który warto wybrać. Moją ulubioną porą jest początek wiosny, czyli kwiecień i maj, kiedy grecka emfaza wszystkiego zaczyna swój coroczny sezon. Emfaza, która najczęściej przeradza się w coś dobrego, jak 3-dniowe wesela, tańce, które potrafią wprawić w osłupienie (najpiękniejszym obok Siganos i Haniotikos wydaje się Kastrinos – głównie męski i akrobatyczny, który w swoim uroku bywa także elektryzujący. Siganos natomiast to taniec przyjaźni i wyraz głębokiej duchowości, Haniotikos z kolei to odkrywana powoli tajemnica życia, śmierci, miłości oraz ukrytych pragnień. A wszystko to w rytm lokalnych melodii i obecności bajkowej liry, lutni, skrzypiec, drewnianych fletów, klarnetów, dud oraz bębenków. Będąc na Krecie warto też uważnie wsłuchać się w mantinades, czyli 15-sylabowe pieśni, mające lokalne korzenie, które potrafią przenieść słuchaczy w świat emocji i miłosnej tęsknoty charakterystyczny dla całej wyspy. Ze swojej strony polecam kanał Nikosa Zoidakisa, którego twórczość przypomina poezję śpiewaną w pięknym hellenistycznym stylu i której naprawdę warto posłuchać chcąc zrozumieć duszę Krety. Z pomocą przyjdzie nam także Radio Rizites (92,4 FM), które codziennie transmituje to, co każdy turysta bez znajomości Greki z pewnością doceni najbardziej, czyli najpiękniejsze kreteńskie melodie oraz najbardziej aktualne, całkowicie niezrozumiałe wiadomości lokalne.
Wczesna wiosna to także idealny moment, aby nasz dobrze nastrojony błękitem umysł docenił piękno i bujność krwistoczerwonych maków, liliowych dzwonków czy kilkudziesięciu gatunków różnobarwnych storczyków, warto wtedy odwiedzić Górę Juchtas, niedaleko Archanes, płaskowyże Lasithi i Katharo oraz ogród botaniczny w Fournes, niedaleko Chanii.

reta, widoki, relacje z podróży

A jak już nasycimy swoje zmysły intensywnymi doznaniami wzrokowymi oraz zapachowymi (bo Kreta niewątpliwie pachnie letnią przygodą o każdej porze roku) warto nad tym samym, ale tym razem granatowo-wieczornym niebem uraczyć się lampką czerwonego wina Kotsifali, Kretikos (czerwonego lub białego) lub Dafnios Vidiano, zarezerwowanego dla miłośników białej (wytrawnej) odsłony tego trunku. A potem wystarczy już tylko zanurzyć swój słuch w kreteńskim dialekcie, który w swoim kojącym szeleście potrafi wprawić każdego słuchacza w relaksującą medytację, szczególnie kiedy nie rozumiemy merytorycznego przekazu wszystkich wypowiadanych słów, co nam turystom wydaje się przychodzić szczególnie łatwo. Moim ulubionym greckim słowem jest Paraskevi, które oprócz pięknego żeńskiego imienia, prawie zawsze zwiastuje nadejście lepszego czasu, czyli weekendowego odpoczynku i to nie tylko w Grecji.

Niebieskie lato

Czerwiec z kolei to Święto Wiśni w Karanos, według mnie jedno z ciekawszych wydarzeń na wyspie, gdzie błękit znów na chwilę ustępuje miejsca soczystej czerwieni i nektarowej słodyczy „cherry”, która niewątpliwie zyskuje atrybuty boskie, przejmując w chwilowe posiadanie kreteńskie ulice, jak i podniebienia miłośników wiśniowej fiesty.

Lipiec i sierpień na Krecie z kolei nie wymaga wakacyjnej namowy, oferując zarówno mieszkańcom, jak i turystom to co najlepsze i najbardziej tradycyjne. Moim ulubionym momentem, oprócz plażowania na wspomnianych wcześniej lazurowych plażach lub mniej błękitnych, ale tak samo karmicznych miejscach, jak odwiedzana przeze mnie co roku Agia Marina, jest zdecydowanie Festiwal Miodu w Afracie, ok. 4 km od Kolymbari, wydarzenie z dozą pozytywnych wibracji oraz miodowych degustacji do białego rana (start ok. 21-szej za opłatą 20-tu euro).

balos, laguna, zdjęcia z podróży

Wrzesień natomiast warto spędzić m.in. w Soudzie na plaży Neo Chora w Chanii, zajadając się powszechnie dostępnymi sardynkami z okazji ich trwającego święta oraz popijając czerwone wino, lub niekiedy jeszcze białe, gdy wrześniowe słońce nadal pcha nas w ramiona błogiego orzeźwienia. W kwestii głębszego doświadczenia tytułowego błękitu, warto też spróbować greckiego nurkowania, które wraz z mnogością innych sportów wodnych jest dostępne na wyspie od kwietnia do listopada i zarezerwowane w większości przypadków dla północnej linii brzegowej. Ja próbowałam swoich sił w tej materii pod koniec września niedaleko miasteczka Agios Nikolaos, na jednym z moich greckich „przyjazdów”, jak zwykłam nazywać czas na Krecie, gdyż słowo wyjazd kojarzy mi się w czymś mocno opieczętowanym datą ważności, a któż chciałby przedwcześnie rozmyślać o powrocie z Grecji?! Ówczesna pogoda nie wskazywała jednak na kalendarzowy koniec wakacji. I to chyba jest najpiękniejsze na Krecie, lato potrafi trwać ponad pół roku i za bardzo nie grymasić w tej kwestii, obdarowując wszystkich miłośników słonecznych kąpieli średnio 300 dniami w roku, a wszystko to ku czci hojnego boga słońca – Heliosa.

kreta, widok na miasto, marina, wspomnienia, relacje

Zima w kolorach morza

No i kreteńska zima, niestety moim greckim doświadczeniom jeszcze bliżej nieznana, póki co tylko przyjaźnie opowiadana przez lokalnych mieszkańców. Dla wielu Greków to jednak trudny czas z uwagi na niedziałającą turystykę, a niedziałającą dlatego, iż Kretę nawiedzają regularne zimy, może nie tak mroźne jak u nas, ale nadal z plażowaniem nie mające za wiele wspólnego. Mój grecki przyjaciel Kostas zazwyczaj udaje się wtedy na ląd do Aten, aby podjąć pracę w rodzinnej restauracji. Nie narzeka, tylko stwierdza fakt, że tak wygląda życie wielu Greków zaangażowanych zawodowo w przemysł turystyczny. Dla niektórych to także czas wakacyjnych podróży, dla innych po prostu czas przetrwania… A co można podziwiać według Kostasa podczas kreteńskiej zimy, czyli bardziej deszczowej niż śnieżnej pory roku, z pewnością odrobinę mniej błękitu – twierdzi wtajemniczony w teorię Wallace’a Kostas – którego barwa z letniego akwamarynu przechodzi w bardziej wszechobecny kolor zielony, szczególnie w dolinach i na wybrzeżu, aby jednocześnie lśnić „śnieżnobiałą bielą” dość wysoko w górach. Ja osobiście, tak jak i Kostas, kocham Lefka Ori, czyli Góry Białe, ale zdecydowanie w życzliwszej pogodowej odsłonie i rzecz jasna wzdłuż najpiękniejszej trasy, czyli Wąwozu Samaria, miejsca, które nie sposób ominąć będąc amatorem górskich wypraw.

chania, zdjecie na latarnie morska i zatoke, wspomnienia

Z moich podróżniczych doświadczeń, na Krecie warto być praktycznie wszędzie, bez względu na porę roku, prefekturę czy bardziej lub mnie błękitną plażę, ale zdecydowanie warto wybrać odpowiednią porę dnia lub nocy, aby doświadczyć najpiękniejszych odsłon tej jakże magicznej wyspy. A tymczasem poranek na Krecie to czas na kawę, croissanta, ewentualnie pitę z fetą i szpinakiem lub szynką, albo po prostu rozkosz orzeźwienia płynącą ze świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy. To także moment kiedy cała wyspa wydaje się być jednakowo promienna, spokojna i czarodziejska. Wczesnoporanna kąpiel w morzu to z kolei doświadczenie bezludnej plażowej ciszy, w tafli wody przejrzystej i gładkiej niczym oliwa, szczególnie w promieniach budzącego się do życia słońca. Południe to zdecydowanie smak mrożonej kawy freddo lub frappe, bądź lodowego shake’a o smaku pistacjowym, z kolei chłodny i lekki Mythos z kilkoma kroplami cytryny zarezerwowany jest dla osób podróżniczo niezmotoryzowanych. Ze swojej strony polecam Nivea Beach Bar w mojej ulubionej Agii Marinie, przy starej nadmorskiej drodze z Chanii na zachód w kierunku Platanias, którego okolice z kolei jesienią zamieniają się w degustacyjną mekkę kreteńskiej wersji raki (tsikoudia) – czyli mocnej wódki z winogron.

plaża na krecie, wspomnienia, kreta

Jakkolwiek warto mieć na turystycznym względzie fakt, iż niezapomniana uroda Krety rozświetla szczególnie mocno dopiero po godzinie 18-tej, kiedy aromatyczne i niebywale smakowite potrawy kuszą swoim zapachem w okolicznych tawernach i większych restauracjach, będąc zaledwie początkiem wieczornego doświadczenia. A tego z kolei nie brakuje utalentowanym kucharzom, jak i uważnym i kontaktowym kelnerkom oraz kelnerom. Gościnni właściciele lokalów natomiast dopełniają rozkoszy kulinarnej konsumpcji, tworząc często wakacyjne wspomnienia uważane za najbardziej zmysłowe po powrocie z Grecji. Kritiki kouzina, czyli w wolnym tłumaczeniu to co najpyszniejsze na Krecie wydaje się nie mieć oponentów, jednocząc co wieczór spragnione wytrawnych dań tłumy wokół restauracyjnych stołów. Mój grecki przyjaciel Giorgos zawsze wini swoją niewielką nadwyżkę kilogramową zamiłowaniem do częstego rodzinnego biesiadowania, co osobiście uważam za wystarczająco uroczy powód, aby przestać się nią przejmować i dalej beztrosko biesiadować.

kobieta na wybrzeżu, widok na morze, kreta, relacje

Najpiękniej w błękitnej Grecji

Czy zatem to najpiękniejsze odcienie błękitu mają moc przyciągania turystów w liczbie kilku milionów rocznie nad kreteńskie plaże? Całkiem możliwe, mnie jednak teoria Blue Mind przekonuje tylko do pewnego stopnia, ponieważ w moim odczuciu każdy powód jest wystarczająco dobry, aby odwiedzić królową greckich wysp. Najwięcej ciepłych wspomnień ze wszystkich greckich pobytów nie wiążę jednak z samą pogodą, ani też relaksującym plażowaniem blisko akwamarynowych zatoczek. Najlepszy czas to zawsze dla mnie immersja w lokalnej kulturze wraz z tubylcami, którzy swoją życzliwością i chęcią dzielenia się greckością, nigdy nie zawiedli mojej turystycznej ciekawości, ofiarując zawsze to co najlepsze – swój czas, wiedzę oraz szeroki uśmiech.

kreta, oleandry, w tle morze, relacje, wspomnienia

Do zobaczenia zatem (kolejny już raz) na mitycznej wyspie Κρήτη (Kriti), której starogrecka nazwa nie przez przypadek sugeruje wszechobecną siłę i potęgę, lub być może tym razem na innej greckiej wyspie, którą zawsze planuję podróżniczo i niepostrzeżenie podmienić, aby i tak ostatecznie wylądować na lotnisku w Chanii i ucałować kartograficzny nochal uroczej kreteńskiej postaci, w „nozdrzach” której prawie zawsze rozpoczynam swoją kolejną grecką przygodę. A wszystko to po to, aby raz jeszcze i wszystkimi zmysłami móc doświadczyć terapeutycznego błękitu Jej Królewskiej Mości. Taka już uroda miłośnika wszystkiego co greckie na najwspanialszej wyspie ze wszystkich wspaniałych.

Wpis powstał w ramach KONKURSU „GRECJA WASZYM OKIEM”,  edycja 2025 i zdobył wyróżnienie!

Zobacz inne wpisy naszych czytelników-podróżników, które zdobyły wyróżnienie lub nagrodę główną.